Imponujące otwarcie Kozłów i Eagles

Autor: Jakub Kaczmarek Opublikowano dnia: 5 czerwca 2018 | Komentarze: 0

W minioną sobotę, na poznańskim Golęcinie, przy ul. Warmińskiej 1, na drugim w tym roku turnieju juniorskim, spotkały się cztery, ośmioosobowe zespoły reprezentowane przez Kozłów Poznań, Warsaw Eagles, Młodą Husarię Szczecin oraz Bydgoszcz Archers. Dla pierwszych była to dopiero inauguracja nowego sezonu, a już zaprezentowali wysoki poziom, wyraźnie dominując nad Husarzami i Łucznikami.

Bydgoszcz Archers, to jedna z niespodzianek 2. Turnieju Juniorskiego w Poznaniu i to nie ze względu na prezentowaną grę, a brak jakiekolwiek zdobyczy punktowej (szczególnie biorąc pod uwagę formę, którą zaprezentowali na tle Młodej Husarii Szczecin). Na ile jest to jednak problem, który powinien niepokoić? Jak mówił po turnieju Stanisław Pawlak, nie stanowi to dla niego większego problemu, co więcej jest świetną podwaliną do wyciągnięcia nauki dla jego podopiecznych. Jak za każdym razem podkreśla, jego drużyna na poważnie zaczęła grać – w większości – dopiero tydzień temu. Pomimo oczywistych chęci i pragnień, aby móc prowadzić równorzędną walkę z każdym przeciwnikiem, nie zawsze jest to możliwe. Trenerzy Warsaw Eagles oraz Kozłów Poznań wykonali kawał bardzo solidnej pracy w przygotowaniu swoich zespołów oraz przy analizie materiałów wideo z pierwszego turnieju, w którym nie uczestniczyli. Akcje, które na terenie województwa zachodniopomorskiego przynosiły wymierne efekty, w stolicy Wielkopolski spotkały się z większym oporem. Łucznicy musieli zmierzyć się nie tylko z wymagającymi formacjami ataku, ale przeciwnościami losu. Kontuzji doznali, m.in. Ksawery Tracz, który z Kozłami rozegrał dosłownie cztery akcje i musiał opuścić boisko z pomocą medyków (kostka); Kacper Malak, który zszedł z murawy również podczas pierwszego meczu, a nie da się ukryć, że był czołową postacią formacji obronnej; Igor Lasota, który w Szczecinie zdobywał przyłożenia i skutecznie podwyższał w akcjach dwupunktowych; Małgorzata Olszewska, która już na treningu zbiła kolano, przez co jej występ stał pod znakiem zapytania, a gdy już się pojawiła na boisku, to widać było, że zmaga się z silnym bólem. To spowodowało, że sztab szkoleniowy musiał uzupełniać skład, dokonywać wielu zmian w ustawieniu, by starać się zbudować nowy trzon, który przejmie odpowiedzialność.

Na prawdziwego lidera zespołu, osobę, która jest w stanie udźwignąć odpowiedzialność wyrasta natomiast Donn Gaebelein. Rozgrywający, który w tym sezonie nie był przygotowywany do tej roli, lecz kontuzja i poważne problemy zdrowotne nominalnego zawodnika, zmusiły go do przejęcia obowiązków na półtora miesiąca przed startem sezonu. Mimo to, już teraz wykazuje się cechami, które powinny charakteryzować każdego perspektywicznego rozgrywającego (umiejętności sportowe, umiejętność pociągnięcia za sobą drużyny oraz współpracy z całym sztabem trenerskim). Widać, że ma coraz więcej posłuchu wśród swojej formacji i tak jak w Szczecinie pokazał, że może być odkryciem sezonu w Bydgoszczy, tak w Poznaniu to udowodnił. To nie oznacza, że brakowało wyróżniających się zawodników. Jakub Skorupa w jednej z akcji popisał się fenomenalnym, blisko 40-jardowym biegiem. Formę ze Szczecina podtrzymał również Mikołaj Burzyński, który odznaczył się kilkoma efektownymi zagraniami. Kacper Grondziuk, o którym wspominaliśmy przy okazji zapowiedzi, zanotował przechwyt, który z pewnością go podbuduje i zmotywuje do dalszej ciężkiej pracy nad swoimi umiejętnościami. Największą pracę zdaje się, że wykonała przede wszystkim linia defensywna, która potrafiła wygenerować kary na niekorzyść rywala (np. holding) czy dużą presję na rozgrywających.

Na pozycję tight enda wrócił Mateusz Słoniecki, którego brakowało w pierwszych meczach, co pozwoliło na przesunięcie Kacpra Kucharskiego i znaczną poprawę w elemencie blokowania rywala. Problemy nadal widoczne są w czytaniu gry, lecz akurat tej sztuki zawodnicy uczą się na przestrzeni kilku sezonów, kluczem, by tych błędów było coraz mniej. Sygnałem, dla trenera Pawlaka, że zespół podąża we właściwym kierunku jest fakt, iż zawodnicy sami sygnalizowali, iż wiedzieli co zrobić, ale nie byli w stanie uzyskać przewagi fizycznej i szybkościowej.

- Obserwując Kozłów już na rozgrzewce wiedziałem, że pojedynek z nimi będzie bardzo ciężki. Poziom, który prezentują odpowiada temu, co chciałbym osiągnąć za następne dwa lata. Jestem pod wielki wrażeniem pracy Damiana Łuca, bo zbudował świetną drużynę, która wie co robi na boisku i do tego jest niesamowicie przygotowana pod kątem atletyzmu i wytrzymałości. Mecz z Eagles pokazał, że być może ich gonimy, ale oni też nie stoją w miejscu. Już przedsezonowy camp pokazał, że mają nie tylko liczniejszą grupę, ale lepiej zbudowaną i fizyczną. W obu meczach nie wykreowaliśmy tyle potencjału do, tzw. „big plays”, ile udało nam się wykreować w Szczecinie. Co nie oznacza, że nie udawało nam się zdobywać jedną akcją wielu jardów. Być może nie zagrażaliśmy strefie końcowej przeciwników, aż tak, na ile oni zagrażali nam. Jednak, na tyle na ile drużyna ta jest przygotowana, do twardych warunków, które zostały im postawione, to uważam, że wycisnęliśmy z tych sytuacji wszystko co mogliśmy. Wiem, że moi zawodnicy nie biorą tych porażek za koniec świata, ale wiedzą, że kwestią otwartą jest to co będzie się działo dalej. Po meczu powiedziałem im, że nikt im nie zabrania być lepszymi niż są i mam nadzieję, że każdy weźmie to sobie głęboko do serca i każdego dnia będą starali się wypełniać to zadanie. Teraz naszym zadaniem będzie to, aby tą sportową złość przekuć w lepsze występy na następnym turnieju. - przyznaje Stanisław Pawlak, trener główny Bydgoszcz Archers J-8.

fot. Tomasz Lerczak

Dla Młodej Husarii Szczecin turniej w Poznaniu okazał się jeszcze trudniejszy niż ten na własnej ziemi, a to z powodu mnożących się kontuzji i urazów. Już po pierwszej rozgrzewce, trenerowi Roszakowi zabrakło dwóch zawodników, a z czasem zaczęło ich odchodzić jeszcze więcej. Igor Woliński, Jakub Ostrowski, Jakub Grzywacz, to nawet nie ¼ zawodników, którzy opuścili boisko i oglądali poczynania swoich kolegów zza linii bocznej. Ten ostatni zdążył jednak popisać się jeszcze efektownymi i efektywnymi zagraniami. Obok niego wyróżnić można Przemysława Klimaszewskiego, który udowodnił, że nie przez przypadek został wybrany najlepszym zawodnikiem formacji defensywnej w pierwszym Turnieju. W formacji ofensywnej wyróżniał się Dominik Gładykowski, Jakub Ostrowski, którzy są jednymi z tych, na których trenerzy zawsze mogą liczyć, pomimo kontuzji, bólu czy zmęczenia. Żywym przykładem takiej determinacji jest, wcześniej wspomniany, Jakub Grzywacz, który po turnieju musiał pojechać do szpitala, gdzie unieruchomiono mu nogę, a i tak starał się być wsparciem przez wszystkie dwa spotkania.

Największym osiągnięciem dla szczecinian bezsprzecznie jest pierwsze, premierowe przyłożenie w historii klubu. Była ona wynikiem 27-jardowej akcji podaniowej Oskara Sardygi w stronę Dominika Gładykowskiego, w której wszystko zafunkcjonowało tak jak powinno i nagrodziła młodych Husarzy za ich wysiłek. Młody rozgrywający, po raz kolejny, skradł serca wszystkich obecnych potwierdzając opinię, że dysponuje nieprzeciętnym talentem. Widać, że jest filarem swojej formacji, bowiem to właśnie na nim opiera się większość zagrywek, a co za tym idzie odpowiedzialność, której się nie boi.

- Moja drużyna po raz drugi bardzo mocno mnie zaskoczyła, pokazując jeszcze większe serce do walki niż przed tygodniem. Oczywiście, nie brakowało błędów, bo zbyt dużo razy traciliśmy piłkę po fumble, co trochę deprymowało, ale trzeba zrzucić to na kanwę wciąż małego doświadczenia. Nie mniej, pomimo, że byli czasem trzykrotnie lżejsi od swoich oponentów, to nie przestraszyli się i do końca walczyli o jak najlepszy wynik. W trakcie turnieju bałem się, czy w ogóle dotrwamy do końca, bo mógłbym w dziesiątkach wymieniać graczy, którzy odpadli z dalszej gry. Tymczasem udało się i głównie za to jestem niezwykle wdzięczny całej drużynie. W najbliższym czasie przede wszystkim będziemy się leczyć, aby do Bydgoszczy móc pojechać w komplecie. - podsumowuje Piotr Roszak, trener główny Młodej Husarii Szczecin J-8.

Drużynami, które najbardziej zaimponowały w Poznaniu, były Kozły oraz Warsaw Eagles. Po stronie Wielkopolan dużą dojrzałością odznaczał się Maciej Kubicki na pozycji rozgrywającego, który – jak opisuje go trener Łuc – jest typowym zadaniowcem, który wie co i kiedy należy zrobić, jednocześnie słuchając podpowiedzi szkoleniowców. Dobrze czyta grę formacji obronnych przed wznowieniem akcji przekładając na boisko to, czego nauczył się na treningu. Serie prowadzone pod jego batutą były niezwykle efektywne, płynne i zróżnicowane, co przekładało się na zdobycze punktowe. Oprócz niego warto też wspomnieć o Ivo Jakubowskim i Kacprze Pawlaczyku, którzy z powodzeniem wymieniali się obowiązkami na pozycjach biegacza oraz skrzydłowego. Defensywnie, na wyróżnienie z pewnością zasługuje korpus linebackerów, który wypełniał swoje zadania w niemal stu procentach. Nieco więcej problemów mieli cornerbacy i safety, którzy nie do końca potrafili pokryć boczne strefy boiska, na co bardzo wyczulony jest na treningach trener Łuc. Biorąc pod uwagę fakt, że – jak zapowiadał przed sezonem szkoleniowiec młodej sekcji Kozłów – oczkiem w głowie ma być w tym roku gra formacji ataku, to prawie bezbłędna obrona, tym bardziej, robi wrażenie. Duża w tym zasługa Wojciecha Perza, który – przypomnijmy – jest odpowiedzialny za przygotowanie właśnie tej formacji.

- Spodziewałem się po mojej drużynie dobrych wyników, nie mniej muszę przyznać, że znów mnie zaskoczyli. Bałem się trochę o grę Macieja Kubickiego, czy aby na pewno uniesie odpowiedzialność, a zagrał bardzo dobre zawody. Defensywnie, przed meczem w ciemno wziąłbym zerową stratę punktową, a tymczasem udowodnili mi, że są w stanie tego dokonać. Oczywiście, że są rzeczy do poprawy, jak np. tacklowanie, ale to wszystko przyjdzie z czasem. Pierwszy turniej za nami i jestem naprawdę szczerze zadowolony i spełniony. - wyznaje Łuc.

W zespole prowadzonym przez Jakuba Zdunia również nie brakowało wyróżniających się postaci. Debiutujący biegacz, Eryk Dudek, zdobył trzy przyłożenia, dwa należały do Kacpra Jaszewskiego (w tym jedno podwyższenie) a kolejne dwa do Marcela Smolenia, co dowodzi, że korpus biegaczy młodych Orłów jest niezwykle mocny i komfortowy dla szkoleniowców. Natomiast w formacji obronnej Jakub Jędrkowiak popisał się aż trzema przechwytami i nie odstępował na krok swoich rywali, podobnie jak Miłosz Borówka, który również zapisał na swoim koncie dwa przechwyty. Boczne strefy boiska były świetnie upilnowane przez Macieja Latałę oraz Tymoteusza Józefiaka, przy jednocześnie dużej presji ze strony liniowych defensywnych, czego wynikiem były punkty Davida Hattona-Jonesa (linebacker) czy kilka sacków pozostałych graczy.

Oba spotkania w wykonaniu Warsaw Eagles miały podobne scenariusze, bowiem rozpoczynały się szybko zdobywanymi przyłożeniami i jednocześnie konsekwentną, mocno zdyscyplinowaną grą obronną. To nadawało drużynie i szkoleniowcom dużo komfortu we wprowadzaniu kolejnych zagrywek oraz zmienników. Choć Husarze, jak i Łucznicy, postawili warszawianom twarde warunki gry, to zaangażowaniem i konsekwencją w grze przekładało się to na bardzo korzystne rezultaty.

- Muszę przyznać, że jestem bardzo zadowolony z postawy mojej ekipy. Mimo nieco okrojonego składu, udało nam się grać konsekwentnie przez oba spotkania. Zaprezentowaliśmy się jak kolektyw, trudno więc mi wyróżnić pojedyncze osoby. Każdy coś zrobił, dodał od siebie „cegiełkę" na której zbudowaliśmy nasz wspólny sukces w tym turnieju. Stąd też wielu punktujących z naszej strony. Zdajemy sobie jednak sprawę, że jest jeszcze sporo do zrobienia, ciągle widzimy elementy, które w następnych meczach musimy wykonywać lepiej. - stwierdza Jakub Zduń, trener główny Warsaw Eagles.

Młoda Husaria Szczecin J-8 – Warsaw Eagles J-8 6:34 (0:12; 0:14; 0:8; 6:0)

I kwarta
0:6 - przyłożenie Kacpra Jaszewskiego po 30-jardowej akcji po podaniu Marcela Smolenia
0:12 - przyłożenie Eryka Dudka po 3-jardowej akcji biegowej

II kwarta
0:18 - przyłożenie Marcela Smolenia po 16-jardowej akcji biegowej
0:26 - przyłożenie Davida Hatton-Jones’a po 21-jardowym biegu po odzyskaniu wybitej piłki (podwyższenie Macieja Latała po akcji biegowej)

III kwarta
0:34 - przyłożenie Aleksandra Bargieła po 25-jardowej akcji biegowej (podwyższenie za Kacpra Jaszewskiego po podaniu Aleksandra Bargieła)

IV kwarta
6:34 - przyłożenie Dominika Gładykowskiego po 27-jardowej akcji po podaniu Oskara Sardygi

Bydgoszcz Archers J-8 – Warsaw Eagles J-8 6:26 (0:6; 0:14; 0:6; 6:0)

I kwarta
0:6 - przyłożenie Eryka Dudka po 36-jardowej akcji biegowej

II kwarta
0:14 - przyłożenie Kacpra Jaszewskiego po 17-jardowej akcji po podaniu Marcela Smolenia (podwyższenie za Filipa Zapendowskiego po podaniu Aleksandra Bargieła)
0:20 - przyłożenie Marcela Smolenia po 8-jardowej akcji biegowej

III kwarta
0:26 - przyłożenie Eryka Dudka po 11-jardowej akcji biegowej

IV kwarta
6:26 - przyłożenie Donna Gaebelein'a po 26-jardowej akcji biegowej

Kozły Poznań J-8 – Bydgoszcz Archers J-8 32:0 (6:0; 6:0; 14:0; 6:0)

I kwarta
6:0 - przyłożenie Macieja Kubickiego po 15-jardowej akcji biegowej

II kwarta
12:0 – przyłożenie Kacpra Pawlaczyka po podaniu Macieja Kubickiego

III kwarta
18:0 – przyłożenie Kacpra Pawlaczyka po 70-jardowej akcji biegowej
26:0 – przyłożenie Ivo Jakubowskiego po 20-jardowej akcji biegowej (podwyższenie Macieja Kubickiego po akcji biegowej)

IV kwarta
32:0 – przyłożenie Kacpra Pawlaczyka po 25-jardowej akcji biegowej

Kozły Poznań J-8 – Młoda Husaria Szczecin J-8 26:0 (6:0; 14:0; 0:0; 6:0)

I kwarta
6:0 – przyłożenie Ivo Jakubowskiego po 15-jardowej akcji biegowej

II kwarta
12:0 – przyłożenie Kacpra Pawlaczyka po podaniu Macieja Kubickiego
20:0 – przyłożenie Ivo Jakubowskiego po 55-jardowej akcji biegowej (podwyższenie Kacpra Pawlaczyka po akcji biegowej)

IV kwarta
26:0 – przyłożenie Kacpra Pawlaczyka po 5-jardowej akcji biegowej

Nagrody indywidualne:

MVP Ofensywy: Eryk Dudek (Warsaw Eagles)
MVP Defensywy: Markus Graja (Kozły Poznań)
MVP Turnieju: Maciej Kubicki (Kozły Poznań)

Jakub Kaczmarek
j.kaczmarek@plfa.pl
Biuro Prasowe PLFA