Młode Kozły i Orły wkraczają do gry

Autor: Jakub Kaczmarek Opublikowano dnia: 30 maja 2018 | Komentarze: 0

Już w najbliższą sobotę, na poznańskim Golęcinie, przy ul. Warmińskiej 1, na drugim w tym roku turnieju juniorskim, spotkają się cztery, ośmioosobowe zespoły reprezentowane przez Kozłów Poznań, Warsaw Eagles, Młodą Husarię Szczecin oraz Bydgoszcz Archers. Dla pierwszych będzie to dopiero inauguracja nowego sezonu, podczas gdy Husarze i Łucznicy mają już ją za sobą.

Plan 2. Turnieju Juniorskiego:

Godz. 10:00 – Młoda Husaria Szczecin J-8 – Warsaw Eagles J-8
Godz. 11:45 – Kozły Poznań J-8 – Bydgoszcz Archers J-8
Godz. 13:30 – Bydgoszcz Archers J-8 – Warsaw Eagles J-8
Godz. 15:15 – Młoda Husaria J-8 – Kozły Poznań J-8

Drugi turniej juniorski PLFA J-8 będzie pierwszym spotkaniem wszystkich występujących drużyn w tegorocznej edycji. Dzięki temu powinniśmy odnaleźć odpowiedzi na nurtujące pytanie, które drużyny dysponują największą siłą ognia i realnie będą mogły powalczyć o najwyższe laury.

Przed tygodniem w Szczecinie mieliśmy okazję zobaczyć, jak prezentują się Młodzi Husarze oraz Łucznicy. Podopieczni Piotra Roszaka, choć przegrali oba starcia, to pokazali, że dysponują nieprzeciętnym talentem, umiejętnościami oraz nie boją się kontaktu fizycznego z przeciwnikiem. Jedyne, czego zabrakło, to konsekwencji w kolejnych następujących po sobie akcjach, dokładności oraz przewidywania sytuacji boiskowych. Wszystko to było jednak wynikiem ich dopiero pierwszego meczu w karierze, nie pomagały również kontuzje oraz absencje ważnych graczy. Nie mniej, szkoleniowcy byli dumni z postawy swoich adeptów widząc realne nadzieje na to, że będą groźnym rywalem dla swoich przeciwników. Z pewnością największym zagrożeniem będą tacy zawodnicy jak: Oskar Sardyga, który zaimponował swoją mobilnością i silnym ramieniem, będąc nieprzewidywalnym dla obrońców; Przemysław Klimaszewski, którego gra spowodowała, że blok defensywny Husarii działał bardzo sprawnie i notował zatrzymania również za linią wznowienia akcji; Jakub Grzywacz, równie silny i nieustępliwy w linii defensywnej; Milan Szczebliński, szybki i zwinny skrzydłowy, który nieupilnowany w trzeciej linii obrony może sprawić wiele kłopotów czy Jakub Rauch i Igor Woliński, a więc szybcy i bezkompromisowi biegacze. W porównaniu do pierwszego turnieju na boisku zabraknie Natana Hapanowicza (linebacker), ale do drużyny dołączy Aleksander Białek, który wzmocni linię ofensywną.

- Na treningach poprawiliśmy elementy gry, które w meczach z Archers gorzej funkcjonowały oraz przygotowaliśmy kilka nowych zagrywek, którymi mamy nadzieję zaskoczyć przeciwników. Myślę, że nasza gra ofensywna na przestrzeni całego sezonu będzie jeszcze bardziej rozbudowywana, aby krok po kroku przyzwyczajać zawodników do nowych rozwiązań. W zespole Łuczników było kilku zawodników bardzo fizycznie grających i właśnie tym nas pokonali. Gdyby nie kontuzje moich graczy, to gralibyśmy jak równy z równym przez wszystkie osiem kwart. Jeżeli Kozły i Eagles nie będą grali podobnie mocno fizycznie, to muszą na nas bardzo mocno uważać. Oczywiście, zawsze w sercu i głowie pozostanie ta myśl, że w Poznaniu zostawiłem kawałek swojego trenerskiego życia przed rokiem, ale w bezpośrednim pojedynku to nie będzie miało żadnego znaczenia. - zapowiada Piotr Roszak, trener główny Młodej Husarii J-8.

Natomiast ekipa Stanisława Pawlaka zaprezentowała niezwykle wszechstronny wachlarz swoich możliwości. W stosunku do Husarzy popełniali zdecydowanie mniej błędów, lecz nie byli nieomylni. Jednakże wynikały one z nieuniknionych – na tym etapie – powodów, czyli boiskowego doświadczenia. Skuteczna obrona przeciwko grze podaniowej, niedopuszczenie do dużych zdobyczy jardowych "po ziemi" przez przeciwników oraz konsekwentne realizowanie założeń playbooka ofensywnego, to główne tematy, nad którymi bydgoszczanie pochylali się w tym tygodniu. W nadchodzący weekend o perfekcyjny bilans będzie o wiele trudniej. Nie dość, że zmierzą się z nieprzewidywalnymi zespołami w postaci Kozłów Poznań oraz Warsaw Eagles, których aspiracje są nie mniejsze, to owe starcia rozegrają jeden po drugim. Choć skład, umiejętność rotowania zawodnikami oraz świetne przygotowanie fizyczne nie powinny aż tak mocno wpłynąć na jakość gry w obu spotkaniach, to jednak może to mieć – choćby w najmniejszym stopniu – znaczenie.

Z pewnością uwagę rywali powinna zwrócić na siebie linia ofensywna, która w Szczecinie była niemal bezbłędna. Z powodzeniem kreowała miejsce dla swoich biegaczy oraz zapewniała komfort swojemu rozgrywającemu. Szczególnie, w tej formacji, wyróżniał się 14-letni Jakub Barczyński. Bardzo dobry występ Ksawerego Tracza również nie umknął niczyjej uwadze. Nie dość, że jest on bardzo utalentowanym defensorem, to jeszcze stwarza ogromne zagrożenie w ataku zarówno biegowym, jak i podaniowym. Kacper Lewandowski, to kolejny, dla którego kontakt fizyczny jest prawdziwym żywiołem i także należy do grupy zawodników, którzy są niebezpieczni na wielu pozycjach. Aspiracje do walki o najwyższe laury defensywne zgłosił również Kacper Grondziuk, który na treningach nieustępliwie walczy o jak najdłuższy pobyt na murawie. Równie ciekawe jest, jak zaprezentuje się Małgorzata Olszewska w starciu z fizycznymi Kozłami oraz wszechstronnymi Orłami. Będzie to dla niej nowe doświadczenie, a jak wiemy Damian Łuc nikogo nie oszczędza. Kto wie, czy nie przyjdzie jej się zmierzyć również z inną zawodniczką, która będzie reprezentowała barwy Warsaw Eagles. Oliwia Kamieniecka jest już znana ze swoich występów w juniorskich jedenastkach, a teraz będzie starała się wspierać ataki swojej formacji na pozycji biegacza.

- Moje zdanie co do celów nie zmienia się. Oczekuję od mojej drużyny dwóch zwycięstw, choć zdaję sobie sprawę z tego, że jest to wyzwanie trudniejsze niż w zeszłym tygodniu. Nie jest to jednak poza naszym zasięgiem, dlatego ufam, że moi zawodnicy godnie stawią mu czoła. Moi zawodnicy wiedzą, że muszą być przygotowani na wejście na boisko w każdym momencie i że nie ma nikogo, kto może być pewnym swojego miejsca. To czyni ich rywalizację na treningach bardzo zaciętą. Juniorzy Archers wiedzą jednak, że uczciwie podchodzę do oceny ich zaangażowania, umiejętności i że czasu gry nie dostaje się "po znajomości". Z niecierpliwością czekam na powrót do gry naszego specjalisty od kopania piłki, Ernesta Lipińskiego, ufam także, że kontuzję zdąży wyleczyć Miłosz Słoniecki. Trzymam w zanadrzu jeszcze kilka niespodzianek jeśli chodzi o skład i pozycje. Dodatkowo, cieszy powrót, po krótkiej nieobecności, duetu Marcin Pałaszewski - Filip Hartwig. Bałbym się grać przeciwko prowadzonej przez nich ofensywie - jest ona wielowymiarowa, bardzo przemyślana i wyciąga z naszych zawodników wszystko, co najlepsze. - przedstawia Stanisław Pawlak, trener główny młodych Łuczników.

Warszawianie do Poznania przyjadą w dość okrojonym składzie, a jak zapowiada trener główny, Jakub Zduń, wręcz „eksperymentalnym”. Nie mniej, liczy na dobry występ swoich najbardziej doświadczonych graczy. W obronie będą to, m.in. Maciej Latała czy Kuba Jędrkowiak. W ataku natomiast Marcel Smoleń – który będzie pełnił po raz pierwszy w warunkach meczowych rolę rozgrywającego (nominalnie do tej pory był biegaczem) – wspomnianą Kamieniecką oraz występującego na wielu pozycjach Eryka Dudka. Nie ukrywa, że podobnie jak jego przeciwnicy będzie chciał próbować wielu ustawień dokonując szeregu zmian.

- Jedziemy do Poznania, powalczyć. Czekaliśmy na możliwość grania odkąd rozpoczęliśmy treningi w styczniu i teraz przyszedł właśnie ten czas. Po to właśnie trenowaliśmy. Na pewno na korzyść Husarii i Archers przemawia fakt, że w poprzednim tygodniu sprawdzili się już oni w warunkach meczowych. Dla nas będzie to dopiero początek podróży, ale postaramy się postawić mocny opór i wygrać obydwa mecze. W tym roku udało nam się zbudować pewien kolektyw. Zawodnicy lubią się nawzajem, mają poczucie wspólnego celu i wzajemnie się wspierają. Z mojego punktu widzenia jest to bardzo pozytywny objaw i bardzo się z tego cieszę. - mówi Jakub Zduń, trener główny Warsaw Eagles J-8.

- Szczerze, liczyłem na lepszy występ Husarii w pierwszym turnieju. Znam ich trenera głównego i paru zawodników, mam do nich słabość, bo są to fajni, zdolni chłopcy, którzy bardzo chcą osiągać sukcesy. Wierzę, że z każdym meczem będą się rozwijać i wynik będzie lepszy. Trener Roszak to bardzo zdolny trener, dlatego myślę, że wymyśli jakieś ciekawe rozwiązania na dalszą część sezonu. Dla mnie – mówiąc już o mojej drużynie – chodzi przede wszystkim o ładną dla oka grę. Wywiązywanie się z poleceń trenera, egzekwowanie tego co będę im podpowiadał, jeżeli to zrobią będę zadowolony. Mam swój plan na mój zespół, składy mam już w głowie, parę opcji na pewno przetestuję i każdemu dam zagrać, ale ile szans dostaną zależy od dyspozycji. - mówi za to Damian Łuc, trener główny Kozłów Poznań.

Juniorzy ze stolicy Wielkopolski, to kolejna największa zagadka tego sezonu. Rok temu zajęli czwarte miejsce, ale wówczas współpracowali z Młodą Husarię. Teraz będą pozostawieni samymi sobie, z nowymi zawodnikami, z mniejszym doświadczeniem. Jedyne, czego na pewno można się spodziewać, to fizycznej, mocnej gry, której zwolennikiem jest Łuc. Na kogo warto zwrócić uwagę? Maciej Kubicki, a więc prawdziwy duch drużyny, które wszyscy uwielbiają i ma duży posłuch. Kiedy trzeba, potrafi się zdenerwować, bo sam zawsze uderza najmocniej, nie bojąc się kontaktu, wręcz przeciwnie – czerpie z niego satysfakcje. Nie będzie jednak grał na pozycji biegacza, linebackera czy defensywnego liniowego, a… rozgrywającego, aby, jak mówi Łuc „tak jak Wiktor Kuroczycki doprowadził nasz zespół do kolejnego sukcesu”. Kolejny lider zespoły i niezwykle perspektywiczny – Markus Graja (guard). Po uszy zakochany w Kansas City Chiefs (klub w National Football League), a na treningach prawdziwy motywator i przywódca. Kacper Pawlaczyk i Ivo Jakubowski, kiedy wychodzą na boisko, za każdym razem, próbują udowodnić swoją wartość, że to oni są najlepsi. Nie mniej jednak, starają się też pomóc kolegom, by byli z treningu na trening coraz lepsi. Dużą wartością dodaną jest również Patryk Stachowiak, który na murawie pełni jedną z najbardziej odpowiedzialnych funkcji, a więc centra. Głodny wiedzy, by móc jak najlepiej chronić swojego rozgrywającego. Nienawidzi przepuszczać defensywnych liniowych oraz linebackerów, często się denerwując kiedy mu się nie uda, choć na co dzień oaza spokoju.

- Nasz zespół jest ze sobą bardzo zżyty, chłopcy spędzają ze sobą czas również po za boiskiem, przez co ich więź jest jeszcze większa. Dochodzi do tego, że gdy jeden dostaje karę na treningu, to dołączają do niego inni, by mu pomóc. Kiedy mówię, że mają go zostawić, a sami pójść do domu, to zawsze się opierają mówiąc, że są dla siebie ja rodzina. To nasza domena i największa wartość. Kiedy przychodzą nowi zawodnicy, to od razu czują się tak jakby byli tu od dawna. - dodaje Damian Łuc.

Jakub Kaczmarek
j.kaczmarek@plfa.pl
Biuro Prasowe PLFA