PLFA J-11: Panthers z perfekcyjnym bilansem, wschód nadal otwarty

Autor: Jakub Kaczmarek Opublikowano dnia: 12 października 2017 | Komentarze: 0

W miniony weekend zakończono sezon regularny w grupie południowej, gdzie pierwsze miejsce, z perfekcyjnym bilansem, zajęli Panthers Wrocław. W grupie wschodniej sprawa awansu jest wciąż otwarta dla trzech ekip, choć już tylko dwie mają swój los we własnych rękach. Natomiast, na zachodzie, Anioły z Torunia wyeliminowali z gry aktualnych wicemistrzów Polski.

Grupa Południowa

Wolverines Opole vs. Panthers Wrocław

Rywalizacja w Opolu już przed meczem miała charakter jedynie formalny. Obie drużyny były pewne swojego miejsca w grupie na koniec sezonu zasadniczego, ale każda z nich posiadała motywację do gry na sto procent swoich możliwości. Rosomaki chciały pokazać, że nadal się rozwijają i uczyniły wyraźny progres w stosunku do sierpniowego występu. Podczas gdy Pantery, niezależnie od przeciwnika i sytuacji, z myślą o perfekcyjnym bilansie, chciały godnie zakończyć pierwszy etap sezonu.

Pomimo górnolotnych zapowiedzi gospodarzy, którzy pragnęli zaburzyć nieskazitelność swojego przeciwnika, i tym razem nie dali rady prowadzić wyrównanego pojedynku z aktualnym mistrzem Polski. W meczu nie pomagała nie tylko pogoda, ale i uszczuplony skład opolan. Wrocławianie byli mocniejsi niemal w każdym elemencie gry. Choć do Opola przyjechali bez kilku kluczowych graczy, to jednak duża ilość zmienników spowodowała zatuszowanie tych braków. Mimo wszystko Wolverines nie odpuszczali i w pierwszej połowie starali się być równorzędnym przeciwnikiem. Szczególnie zawodnicy ustawieni na linii wznowienia akcji zostawili na boisku całe swoje serce i zdrowie. Tam zadanie mieli w tym meczu wyjątkowo trudne, ponieważ przez padający deszcz, formacje ofensywne były zmuszone do przesuwania piłki zagrywkami biegowymi. Tym samym gra przebiegała pod hasłem fizyczności, siły i dużej mobilności. W tym aspekcie gospodarze nie mieli większych argumentów, szczególnie, gdy na ich linii bocznej stało ok. 20 zawodników.

Po uzyskaniu bezpiecznej przewagi punktowej, sztab szkoleniowy Panter zdecydował się oddać boisko zmiennikom pierwszego składu. Niestety, nawet to nie pomogło Rosomakom, którzy tracili coraz więcej sił zmagając się z długimi, wyczerpującymi seriami obrońców tytułu. Zawodnikiem, który robił największą różnicę był Kamil Knapik. Zdobył cztery przyłożenia, a jego całościowa praca nagrodzona została tytułem najbardziej wartościowego gracza w meczu. Powtarzające się akcje biegowe wcale nie oznaczały, że drużyny całkowicie zrezygnowały z umiejętności podaniowych swoich rozgrywających. Oni również mieli okazję na wykazanie się w tym elemencie, co więcej, Damian Majchrowski jedno ze swoich podań zamienił na przyłożenie przy pomocy Kacpra Fiedziuka. Mniej szczęścia miał Kacper Niedźwiedź, który zanotował przechwyt po akcji Kacpra Korzelucha.

Pomimo nieprzerwanej ambicji i wytężonej pracy Adama Mazurka oraz pozostałych członków sztabu szkoleniowego Wolverines – sezon zasadniczy kończą na ostatnim miejscu bez żadnej wygranej. To jednak nie oznacza, że szkolenie w Opolu podąża w złym kierunku. Z każdym kolejnym sezonem i meczem widać wyraźny progres w umiejętnościach poszczególnych zawodników oraz formy całej drużyny. Głównym celem zarządu na okres przygotowawczy to zadbanie o większy komfort w składzie, który potrzebuje zmienników, oraz bezustanna praca. Natomiast Pantery z perfekcyjnym bilansem będą oczekiwać na swojego rywala, z którym spotkają się w półfinale.

- Uważam że zarówno my, jak i Woverines możemy być zadowoleni z wyniku. Nasi juniorzy podeszli do meczu dokładnie tak, jak oczekiwaliśmy - skoncentrowani i z pełnym szacunkiem do przeciwnika. Zdecydowanie należy się pochwała ekipie z Opola - nie odpuszczali, dzielnie walczyli i trzymali poziom przez cały mecz, mimo mocno uszczuplonego składu. Widać efekty wytężonej pracy, jaką Adam Mazurek i jego ekipa wkładają w szkolenie juniorów. Nasza drużyna natomiast tuż po ostatnim gwizdu zamknęła w głowach rozdział jakim była faza zasadnicza rozgrywek i od soboty koncentrujemy się wyłącznie na półfinale, który rozegramy 28 października. Z niecierpliwością oczekujemy na weekend by poznać naszego kolejnego rywala na drodze po upragnione medale PLFA J11. - komentuje Karolina Janas, kierownik sekcji juniorskich Panthers Wrocław. 

- Zawsze mecz z Panthers, niezależnie czy w rozgrywkach juniorskich czy seniorskich, to dla nas ciężka batalia. Tak było i tym razem. Jako faworyt udowodnili wyższość na boisku skutecznymi akcjami w ataku i bezkompromisową obroną. Nasza dzisiejsza krótka ławka nie była w stanie sprostać szerokiemu składowi gości. Jednak Rosomaki jak zwykle walczyły nieustępliwie w każdej z kwart. Linia ofensywna i defensywna zostawiła na boisku kawał serca, a pozostałym zapału do walki może pozazdrościć niejeden senior. Nie zniechęca nas przegrana w ostatnim meczu sezonu juniorów. Wygrał lepszy i z lepszymi warto rywalizować. Wiemy, że przełoży się to na skuteczniejszą grę juniorów w przyszłym sezonie. Cztery mecze w sezonie J-11 to spory bagaż doświadczenia dla młodych Rosomaków, ale najprawdopodobniej najrozsądniejszym będzie udział juniorów w sezonie 2018 w rozgrywkach J-8. - podsumowuje Adam Mazurek, prezes Wolverines Opole.

Wolverines Opole – Panthers Wrocław 0:39 (0:14; 0:13; 0:6; 0:6)

I kwarta

0:7 – przyłożenie Adriana Gródeckiego po 15-jardowej akcji biegowej (podwyższenie Michał Moneta)
0:14 – przyłożenie Kamila Knapika po 10-jardowej akcji biegowej (podwyższenie Michał Moneta)

II kwarta

0:20 – przyłożenie Kamila Knapika po 11-jardowej akcji biegowej
0:27 – przyłożenie Kamila Knapika po 7-jardowej akcji biegowej (podwyższenie Michał Moneta)

III kwarta

0:33 – przyłożenie Kacpra Fiedziuka po podaniu Damiana Majchrowskiego
0:39 – przyłożenie Kamila Knapika po 1-jardowej akcji biegowej

MVP meczu: RB Kamil Knapik (Panthers Wrocław)

 

Kraków Kings vs. Tychy Falcons

Stawką tego meczu, jak w przypadku wcześniej wspomnianych drużyn, była walka o drugie miejsce w grupie oraz jak najlepszy bilans. Faworytami bezsprzecznie byli gospodarze, którzy wygrali pierwsze spotkanie z Sokołami aż 36:0. Co więcej, tyszanie nawet w przypadku odrobienia strat (co i tak wydawało się mało realne) ze swoją ilością straconych punktów nie włączyliby się do walki o miejsce w kolejnej fazie rozgrywek. Nie mniej, dla każdej z ekip był to ostatni mecz sezonu regularnego, więc każda z nich chciała pokazać charakter i osłodzić sobie zakończenie rywalizacji na tym poziomie.

Królowie przystępowali do spotkania po swoim najgorszym meczu w tym roku, przeciwko Panthers Wrocław, którym ulegli aż 32:0. Podczas gdy Falcons wrócili z Opola po zasmakowaniu pierwszego swojego zwycięstwa (28:14). Pierwsze akcje pokazały jednak, że nie ma to większego znaczenia, ponieważ krakowianie na swoim boisku czują się znakomicie. Pierwsza połowa przebiegła pod ich dyktando. W większości korzystali z usług swoich biegacza, czyli Jakuba Kowalskiego, choć i Mateusz Wiecheć oraz Bernard Wiązania starali się odciążać swojego kolegę. Ten ostatni, podobnie jak w poprzednich swoich występach, zagrał wręcz perfekcyjnie. Rządził i dzielił niemal na każdej pozycji, biegając i łapiąc piłkę, dzięki czemu liderował w zespole w statystyce zdobytych jardów. Zarówno w formacji ofensywnej jak i defensywnej gospodarze nie mieli sobie równych. W ich grze widać było chęć pokazania swoich najlepszych umiejętności i udowodnienia swojej wartości. Jednak duża ilość zdobytych punktów w pierwszej połowie, sprawiła, że w drugiej poczuli się zbyt pewni siebie. Po 20-minutowej przerwie w szeregi krakowian wkradło się o wiele więcej błędów. Biegacze zaczęli gubić piłki, a pozostali popełniać podstawowe błędy łapiąc kolejne kary. To poskutkowało tylko jednym przyłożeniem.

Przyjezdnym nie udało się prowadzić równie dobrych, systematycznych i regularnych akcji w przeciwieństwie do swoich rywali. Sprawy nie ułatwiała krótka ławka rezerwowych, ponieważ w Krakowie stawili się w 24-osobowym składzie. Mimo tego, dopóki nie opuściły ich siły, stawiali przeciwnikom twarde warunki gry. Potrafili wywrzeć presję na rozgrywającym i wygrywać pojedynki na linii wznowienia akcji. Ich ambicja została nagrodzona honorowymi punktami w drugiej kwarcie. Wówczas wykorzystali błąd defensywy, która w ostatnich próbach popełniła falstart i oddali tyszanom darmową, pierwszą próbę. Potem bardzo dobrym, 15-jardowym biegiem popisał się Beniamin Stępień, który opierał się kolejnym atakom obrońców. Całość została dopełniona pięknym rzutem za plecy gracza z pozycji safety, wprost w ręce Konrada Kondraciuka. W dwóch ostatnich odsłonach dominowała defensywa, która nie dopuściła do żadnej straty punktów. Niestety, brak sił i świeżości u zawodników, którzy niekiedy musieli grać przez większość czasu, nie pozwoliła na większą skuteczność w ataku przez co przegrali różnicą 23 punktów.

Nawet tak wysoka wygrana krakowian nie pomogła drużynie w awansie. Zaskakujący wynik Angels Toruń z poznańskimi Patriotami wyeliminował ich z dalszej gry. Mimo wszystko sezon mogą zaliczyć do udanych, ponieważ pokazali duży charakter i wysokie umiejętności. W dwóch meczach nie stracili żadnego punktu i tylko jeden mecz z mistrzami Polski nie poszedł po ich myśli. Zdobyli jednak bezcenne doświadczenie, które, przy tak rozwijającym się klubie, będzie procentował już w przyszłym topligowym sezonie.

Sokoły również nie mają się czego wstydzić. Choć ich ambicje sięgały o wiele wyżej, to jednak przy tak okrojonym składzie i dużej ilości debiutantów udało się stoczyć kilka wyrównanych pojedynków. Pomimo wysokich przegranych pokazali, że są drużyną z dużymi możliwościami i świetlaną przyszłością. Zwycięstwo z Opolem pozytywnie wpłynęło na morale zawodników, sztabu trenerskiego i niech będzie ono motywacją do jeszcze cięższej pracy nad zgraniem kolejnych elementów ich gry.

- Oczywiście, możemy ten sezon zaliczyć do udanych. Zawodnicy poznali smak zwycięstwa, ale i porażki, a w dodatku starli się z mocnymi drużynami, z którymi zyskali ogrom doświadczenia. Co cieszy najbardziej, to fakt, że scementowała się drużyna, która tym razem powinna zostać na kolejne sezony i nad którą możemy pracować. Kogo bym wyróżnił? Bardzo miło zaskoczyła mnie linia ofensywna, która robiła świetną robotę i nie dopuszczała do powaleń swojego rozgrywającego. Po za tym nie sposób nie wspomnieć o Bernardzie Wiązani, Mateuszu Wiecheciu, Szymonie Lorencu czy Ziemowicie Górskim, ale tych nazwisk mógłbym wymieniać bez końca. Jestem przekonany, że większość z nich będzie stanowiła o sile sekcji seniorskiej szybciej niż przypuszczamy. - mówi z optymizmem Piotr Jarocki, trener główny Kraków Kings.

- Kings podobnie jak w zeszłym spotkaniu postawili twarde warunki. Słowa uznania należą się ich ofensywie, która funkcjonowała bardzo sprawnie przez całe spotkanie. Pomimo przegranej udało się rozegrać przyzwoite spotkanie, a wielu naszych chłopaków pokazało sporo serca grając z mniejszymi lub większymi urazami. Z pewnością nasi juniorzy wynieśli bardzo sporo cennego doświadczenia, które zaprocentuje w kolejnych latach. - przekonuje Michał Kołek, trener główny Tychy Falcons.

Kraków Kings – Tychy Falcons 29:6 (22:0; 0:6; 7:0; 0:0)

I kwarta

7:0 – przyłożenie Bernarda Wiązani po 10-jardowej akcji biegowej (podwyższenie Szymon Lorenc)
14:0 – przyłożenie Mateusza Wiechecia po 30-jardowej akcji biegowej (podwyższenie Szymon Lorenc)
22:0 – przyłożenie Ziemowita Górskiego po 35-jardowej akcji po podaniu Mateusza Wiechecia (podwyższenie Bernarda Wiązani po podaniu Ziemowita Górskiego)

II kwarta

22:6 – przyłożenie Konrada Kondraciuka po podaniu Beniamina Stępnia

III kwarta

29:6 – przyłożenie Bernarda Wiązani (podwyższenie Szymon Lorenc)

MVP meczu: RB Jakub Kowalski (Kraków Kings)

 

Grupa Wschodnia

Mustangs Płock vs. AZS UWM Olsztyn Lakers

Płocczanie swój sezon rozpoczęli najpóźniej ze wszystkich drużyn w lidze. Po nieznacznej, bo dwupunktowej porażce z Lowlanders, żeby myśleć o awansie potrzebują zwycięstw we wszystkich pozostałych spotkaniach i to bez większej straty kolejnych „oczek”. Mimo to, pewni swoich umiejętności są pełni wiary, że mogą zdominować swoich przeciwników. Na pierwszy ogień przyjechali Jeziorowcy z Olsztyna, którzy byli po dwóch kolejnych porażkach. O wyjeździe do Płocka z pewnością chcieliby jak najszybciej zapomnieć.

Przeciwnik, w każdej akcji, wykorzystywał swoją przewagę fizyczną i większe doświadczenie. W dodatku, do dyspozycji mieli jedynie 18 zawodników, przez co większość składu musiała grać w dwie strony. To zdecydowanie nie sprzyjało zachowaniu efektywnej gry ani w ofensywie, ani w defensywie. Płocczanie byli mocni w każdym elemencie i wykorzystywali każdy mankament swojego rywala. Kacper Bogdański mądrze rozprowadzał akcje korzystając z usług swoich biegaczy, ale również bilansując atak wieloma rozwiązaniami w akcjach podaniowych. Praktycznie każdy zawodnik był zaangażowany w przesuwaniu znacznika pierwszych prób. Linia ofensywna również wykonała kawał ciężkiej pracy pozwalając Cezaremu Tarkowskiemu i rozgrywającemu na zdobycie niekiedy kilkadziesiąt jardów w jednej akcji. Na wysokości zadania stanęła również defensywa, która nie tylko nie dopuściła do straty punktów, ale zanotowała pięć przechwytów, których autorami byli Przemysław Pawłowski (dwukrotnie), Igor Gierski, Bartosz Więckiewicz oraz Tobiasz Nowicki.

Choć olsztynianie nie mogą zaliczyć tego meczu do udanych, to jednak są w stanie wyciągnąć pozytywy. Przede wszystkim uniknęli kontuzji, dzięki czemu do meczu rewanżowego podejdą bez większych strat kadrowych, a nawet zostaną wzmocnieni powrotem kilku kluczowych graczy. Dodatkowo, zarówno ofensywa jak i defensywa zachowały dyscyplinę i nie zostały ukarane żadną flagą przez cały mecz. Jeszcze pół roku temu duża część drużyny nie miała w ogóle styczności z futbolem, więc ciężko wymagać od nich, aby w tak wąskiej kadrze od razu odnosili sukcesy. Mimo to, większość zawodników zanotowała progres na przestrzeni całego sezonu, więc za rok będą już bogatsi o nowe doświadczenia.

- Mecz od razu ułożył się po naszej myśli. Atak poprawnie funkcjonował w akcjach podaniowych i biegowych, a defensywa szybko zatrzymywała ataki gości. Praktycznie nie było złych momentów i udowodniliśmy sobie, jak i innym, że pierwszy mecz był jedynie wypadkiem przy pracy. Mimo wszystko, to były dopiero cztery kwarty do upragnionego celu. Jeszcze osiem i zagramy z Panterami w półfinale. Aktualnie tylko o tym myślimy i taki przyświeca nam cel. - stwierdza jasno Paweł Kęsy, trener Mustangs Płock.

- Na pewno, to nie był dobry mecz w naszym wykonaniu i będziemy chcieli o nim jak najszybciej zapomnieć. Przeciwnik był od nas wyraźnie lepszy i wykorzystał nasze wszelkie mankamenty. Wąski skład nie ułatwił nam zadania, ale nie można odebrać drużynie ambicji i woli walki. Jeszcze przed ostatnim, rewanżowym meczem wzmocnią nas zawodnicy, którzy nie mogli wystąpić przez doznane urazy. Mamy nad czym pracować, ale wyciągniemy wnioski i postaramy się o lepsze zakończenie sezonu. - mówi koordynator ofensywy AZS UWM Olsztyn Lakers, Przemysław Banat.

Mustangs Płock – AZS UWM Olsztyn Lakers 42:0 (20:0; 8:0; 14:0; 0:0)

I kwarta

8:0 – przyłożenie Kacpra Bogdańskiego po 1-jardowej akcji biegowej (podwyższenie po akcji Przemysława Pawłowskiego)
14:0 – przyłożenie Przemysława Pawłowskiego po 68-jardowej akcji po podaniu Kacpra Bogdańskiego
22:0 – przyłożenie Cezarego Tarkowskiego po 34-jardowej akcji biegowej (podwyższenie po akcji Przemysława Pawłowskiego)

II kwarta

28:0 – przyłożenie Jakuba Jankowskiego po 28-jardowej akcji biegowej

III kwarta

36:0 – przyłożenie Cezarego Tarkowskiego po 36-jardowej akcji biegowej (podwyższenie po akcji  Jakuba Jankowskiego)
42:0 – przyłożenie Mateusza Dobiesa po 42-jardowej akcji po podaniu Cezarego Tarkowskiego

MVP meczu: QB Cezary Tarkowski (Mustangs Płock)

 

Warsaw Eagles vs. Primacol Lowlanders Białystok

Dla gospodarzy spotkanie to stało pod znakiem o być albo nie być w tegorocznym sezonie. Po niespodziewanej porażce w Białymstoku musieli nie tylko wygrać, ale też odrobić 12-punktową stratę, aby myśleć o bezpośrednim awansie z pierwszego miejsca w grupie. Równocześnie, dla białostoczan był to test charakteru i dodatkowe wyzwanie, ponieważ pierwszy raz stanęli pod presją wyniku. Ewentualna, wysoka porażka powodowała, że to od Mustangs zależeć będzie ich przyszłość w tym sezonie.

Już pierwsze akcje pokazały, że stołeczna drużyna jest mocno zmotywowana do osiągnięcia, ustalonego przez siebie, celu. Byli przygotowani na każdą ewentualność ze strony formacji ofensywnej, zapobiegając ich atakom niemal od razu przy linii wznowienia akcji. Nawet szybkie zmiany kierunku biegu nie były w stanie zaskoczyć młodych Orłów. Z ich oczu biła dyscyplina i koncentracja, a pewnie wykonywane tackle dodawały im pewności siebie. Najbardziej wyróżniający się zawodnicy z formacji defensywnej gospodarzy to bezsprzecznie Patryk El Hajjami oraz Mateusz Dębski, którzy zatrzymywali kluczowe akcje rywala. W drugiej linii równie pewnie funkcjonował duet defensive backów, czyli Bartek Nowak (autor sacka) oraz Filip Materek. Cała obrona dobrze przesuwała się z linią piłki, zagęszczała linię wznowienia akcji, a przy podaniach potrafiła szybko podwoić krycie skrzydłowych. Trenerzy nie mogli mieć specjalnych zarzutów również do swojej formacji ofensywnej, która punktowała w każdej kwarcie. Głównie starała się przesuwać drużynę akcjami biegowymi, dzięki czemu nie pozostawiała Lowlanders dużej ilości czasu na rozgrywanie swoich ataków. Największą bronią okazał się Patrick Biskupski, który dwukrotnie znajdował drogę do pola punktowego. Nie można jednak zapominać o Tadeuszu Bellaby, który równie pewnie rozdawał piłki do swoich skrzydłowych.

Tym razem białostoczanom nie pomógł nawet niezawodny duet – Noel Graf i Tomasz Muśko. Przyjezdni zostali skutecznie rozpracowani przez swojego rywala, przez co plan meczowy został całkowicie zburzony. Do tego wkradły się błędy indywidualne oraz techniczne, co spowodowało, że ich serie ofensywne, zbyt często, szybko kończyły się zmianą posiadania. Więcej krwi napsuli rywalowi po defensywnej stronie piłki, ale akcje zatrzymywane po trzech, czterech jardach, w czterech próbach wystarczyły do przesuwania znacznika wzdłuż linii bocznej. Wyczerpujące i długie serie kończyły się przyłożeniem, zabierając mnóstwo sił i dużą ilość czasu. Warszawianie również nie byli bez skaz i popełniali błędy, ale te rzadko udało się wykorzystywać. Dopiero w ostatniej kwarcie, kiedy to Mateusz Sikorski zauważył w polu przyłożeń Tomasza Muśko i posłał mu krótkie podanie między pierwszą, a drugą linię obrony.

Porażka stłumiła dotychczasową euforię białostoczan. Nie dość, że Eagles odrobili straty z nawiązką, to sprawili, że Lowlanders nie mogą czuć się pewni awansu (pomimo tylko jednej porażki w sezonie). W tym pomóc mogą już tylko Mustangs Płock, którzy za dwa tygodnie podejmą Orły na wyjeździe.

- Tym razem nasz przeciwnik był lepiej przygotowany od nas. Popełniliśmy zbyt dużą ilość niepotrzebnych błędów, zawodnicy gubili się na boisku i to przełożyło się na taki, a nie inny wynik. Szkoda, bo pomimo tak dobrego sezonu sprawa naszego awansu wciąż pozostaje otwarta i nie mamy na nią wpływu. Co by się nie stało, sezon możemy zaliczyć na plus. To pierwszy nasz sezon w tej lidze i wiele nas to nauczyło. Na pewno potrzebujemy większej ilości zawodników, ale to już kwestia organizacji kolejnych rekrutacji. Poza tym musimy ciężej popracować nad naszą formacją ofensywną, która potrzebuje większego zgrania i spokoju w egzekwowaniu kolejnych akcji. - podsumowuje Tomasz Żukowski, trener główny białostoczan.

- Był to dla nas bardzo ważny mecz i od samego początku narzuciliśmy swój styl gry, przez co kontrolowaliśmy przebieg spotkania. Formacja ofensywna punktowała w każdej kwarcie, a obrona zatrzymywała skutecznie ataki Lowlanders. Nie ustrzegliśmy się błędów, ale dopiero pod koniec meczu przeciwnikowi udało się z nich skorzystać. - mówi Marek Włodarczyk, trener Warsaw Eagles.

Warsaw Eagles – Primacol Lowlanders Białystok 30:6 (8:0; 8:0; 8:0; 6:6)

I kwarta

8:0 – przyłożenie Cezarego Szabłowskiego po akcji biegowej (podwyższenie po akcji Tadeusza Bellaby)

II kwarta

10:0 – safety Bartosza Nowaka
16:0 – przyłożenie Patricka Biskupskiego po akcji biegowej

III kwarta

24:0 – przyłożenie Aleksandra Kawiarowskiego po podaniu Tadeusza Bellaby (podwyższenie po akcji Tadeusza Bellaby)

IV kwarta

30:0 – przyłożenie Patricka Biskupskiego po podaniu Tadeusza Bellaby
30:6 – przyłożenie Tomasza Muśko po podaniu Mateusza Sikorskiego

MVP meczu: QB Tadeusz Bellaby (Warsaw Eagles)

 

Grupa Zachodnia

Patrioci Poznań vs. Angels Toruń

Drużyną, która przystępowała do tego meczu z największą presją wyniku, bez wątpienia, była ekipa Patriotów Poznań. Ich ewentualna przegrana automatycznie wykluczała ich z walki o awans do fazy play-off, natomiast wygrana utrzymywała szansę nawet na pierwsze miejsce. Angels Toruń kierowali się w stronę stolicy Wielkopolski z celem zapewnienia sobie drugiego miejsca w grupie oraz stracenia jak najmniejszej ilości punktów, aby z większą nadzieją oczekiwać rezultatów w zachodniej i południowej części kraju.

Choć obie drużyny szybko zakończyły swoje pierwsze serie ofensywne, a w pierwszej kwarcie poszukiwały swojego rytmu, to jednak torunianie sprawiali wrażenie drużyny lepiej przygotowanej. W defensywie szybko odzyskiwali piłkę, po zatrzymaniu przeciwnika w czterech próbach lub po przechwytach. W momencie, kiedy w drugiej kwarcie Mateusz Frela, po raz pierwszy, zameldował się w polu punktowym, Anioły poczuły krew i nabrały tempa. Koordynator ofensywny zauważył, że największą bolączką rywala jest zabezpieczanie bocznych stref boiska i właśnie tą drogą goście starali się przesuwać piłkę. Rozgrywający rozbijał defensywę kolejnymi biegami Milana Pilarskiego, Kacpra Rokicińskiego lub Michała Podobieńskiego. Niekiedy udawało się nawet zaskoczyć dalekim podaniem w drugą, trzecią linię obrony. Goście byli szybsi, lepiej zorganizowani i systematyczniejsi w swoich zagraniach. Również obrona potwierdziła swoją wyśmienitą formę, zatrzymując kolejnego, mocno ofensywnego rywala. Patrioci mieli ogromne problemy z przedostaniem się w okolice 20 jarda połowy Angels, a jeśli ta sztuka im się udawała, to nie potrafili tego wykorzystać. Skutecznie zagęszczali pole na linii wznowienia akcji, wywierali mocną presję na rozgrywającym oraz podwajali krycie skrzydłowych biorących udział w akcji.

Dynamiki i powtarzalności brakowało natomiast gospodarzom. Widać było, że przez ostatni miesiąc starali się zbilansować atak angażując do gry większą ilość zawodników, ale w sytuacji meczowej nie funkcjonowało to jak należy. Witold Gajewski nie potrafił zrozumieć się ze swoimi skrzydłowymi, a kiedy posyłał do nich dokładne piłki, Ci nie potrafili jej złapać. Maurycy Wawrzyniak, który w meczu z Archers był tak pewnym punktem, zdobywając największą ilość punktów w swojej karierze, był całkowitym zaprzeczeniem jego dotychczasowej formy. Popełniał proste, techniczne błędy, nie radząc sobie z presją obrońców. Dopiero pod koniec meczu udało mu się złapać kilka, efektownych podań. Jedynymi zawodnikami, których można wyróżnić po tym meczu są Krzysztof Spychała, Wiktor Chorążyzewski oraz Andrzej Karkosz. Dla tego drugiego był to dopiero pierwszy mecz w Polskiej Lidze Futbolu Amerykańskiego, ale po jego występie trudno w to uwierzyć. Nie tylko pewnie biegał z piłką, ale również skutecznie gubił krycie defensorów.

Wysokie zwycięstwo Angels Toruń zapewnia im drugie miejsce w grupie i pozwala emocjonować się sytuacją w grupie wschodniej. Aktualnie tylko Mustangs Płock mogą wyeliminować ich z półfinałów, jeśli w pozostałych dwóch meczach nie stracą więcej niż 18 punktów.

- Złe warunki pogodowe, brak zgrania i bardzo dobra predyspozycja przeciwnika spowodowały naszą porażkę. Ten rok był zdecydowanie pokazem siły naszej drużyny seniorskiej, która w tym tygodniu gra finał rozgrywek PLFA II. W juniorach – gdzie przeszliśmy małą rewolucję – widać potencjał, ale potrzeba większej ilości treningów i zaangażowania, dlatego w przyszłym roku wrócimy silniejsi. - zapowiada Witold Gajewski, rozgrywający Patriotów Poznań.

- Przede wszystkim cieszy zwycięstwo bez straty punktów z zespołem, który jest mocny ofensywnie. Potrzebowaliśmy tego, aby mieć jak największe szanse na miejsce w półfinale rozgrywek. Oczywiście wynik ofensywy też bardzo cieszy, jednak nadal pojawiały się błędy, których nie powinno być. Teraz pozostało nam czekać na rozstrzygnięcia w innych grupach i liczyć na awans. - komentuje Hubert Pińczak, trener Angels Toruń.

Patrioci Poznań – Angels Toruń 0:38 (0:0; 0:22; 0:8; 0:8)

II kwarta

0:8 – przyłożenie Mateusza Freli po 20-jardowej akcji biegowej (podwyższenie po akcji Mikołaja Kamińskiego)
0:14 – przyłożenie Mateusza Freli po 5-jardowej akcji biegowej
0:22 – przyłożenie Kacpra Rokicińskiego po 70-jardowej akcji po podaniu Michała Podobieńskiego (podwyższenie po akcji Michała Podobieńskiego)

III kwarta

0:30 – przyłożenie po 80-jardowej akcji biegowej Michała Podobieńskiego (podwyższenie po akcji Michała Podobieńskiego)

IV kwarta

0:38 – przyłożenie Mateusza Affeldta po 8-jardowej akcji biegowej (podwyższenie po akcji Michała Podobieńskiego)

MVP meczu: TE Michał Podobieński (Angels Toruń)

Jakub Kaczmarek
kaczmarek.jak94@gmail.com
Biuro Prasowe PLFA

Sonda

Które zespoły zagrają w finale PLFA J-11?