PLFA J-11: Podsumowanie 3. kolejki

Autor: Jakub Kaczmarek Opublikowano dnia: 15 września 2017 | Komentarze: 0

W trzeciej kolejce PLFA J-11 mierzyły się zespoły z grupy wschodniej oraz południowej. Białostoczanie rozpoczynali swoją przygodę z juniorskimi rozgrywkami przeciwko bardziej doświadczonemu rywalowi. Natomiast tyskie Sokoły chciały zmazać plamę po porażce z Panthers Wrocław. 

Grupa Wschodnia 

Obiecujący start debiutantów, falstart faworyta
Primacol Lowlanders Białystok vs. Warsaw Eagles 

Już przed samym rozpoczęciem meczu Warsaw Eagles byli niemal murowanymi faworytami do zwycięstwa. Przemawiało za nimi doświadczenie, szersza kadra meczowa i ogromna determinacja do poprawienia wyniku sprzed roku. Tymczasem byliśmy świadkami mocno defensywnego spotkania, o którego wyniku decydowały błędy w formacjach ofensywnych. 

Rywalizacja od samego początku była bardzo zacięta. Dopiero w drugiej kwarcie białostoczanie otworzyli wynik spotkania po udanym przechwycie Grzegorza Mantura. Na szczęście, warszawiakom udało się odrobić stratę, a po skutecznym podwyższeniu wyjść na prowadzenie 8:6. W drugiej połowie gospodarze nie mieli łatwiejszego zadania, gdyż przyjezdni stwarzali sobie co raz więcej szans. Jedną z nich była niemal 70-jardowa akcja powrotna, która została zneutralizowana dopiero na dwa jardy przed polem punktowym (bohaterem znów okazał się Mantur). Niestety, dużo nerwowości i podstawowe błędy zawodników doprowadziły do straty piłki przez rozgrywającego Orłów. Akcja ta okazała się kluczowa dla przebiegu całego spotkania. Młodzi odpowiednicy Ludzi z nizin uwierzyli w swoją przewagę defensywną, a Bellaby wraz ze swoją formacją ofensywną musiał z każdą akcją podejmować coraz większe ryzyko. To okazało się wodą na młyn dla obrony, której udało się przechwycić jeszcze dwa podania i przypieczętować swoją niespodziewaną wygraną.

Choć wynik zdaje się przemawiać wyraźnie za Lowlanders, to jednak w pełni zadowoleni z tego meczu nie są. Ofensywnie - zabrakło konsekwencji, powtarzalności i koncentracji. Bardzo dobre akcje przeplatane były indywidualnymi karami, które w konsekwencji nie pozwalały na cykliczne przesuwanie znacznika pierwszych prób. Dało się jednak zauważyć, że główną siłą białostoczan są akcje biegowe. Szczególnie autorstwa ich rozgrywającego, Mateusza Sikorskiego, który statystycznie zdobył najwięcej jardów dla swojej drużyny. Natomiast od strony defensywnej zespołu, nie można mieć większych zarzutów. Choć formacja nie wystrzegała się drobnych błędów, to jednak zdobyte trzy przyłożenia i zatrzymanie przeciwnika w kluczowych momentach gry, całkowicie je przyćmiła. Traktowanie Lowlanders jako najsłabszej drużyny może być brzemienne w skutkach - jest to kolektyw, który potrafi walczyć o swoje i posiada w zdyscyplinowanych szeregach wielu utalentowanych zawodników. Kiedy dodamy do tego doświadczony, poukładany sztab trenerski możemy otrzymać kandydata do „czarnego konia” tegorocznego sezonu. 

Orły czeka bardzo pracowity czas. Będąc dwa razy bardziej doświadczonym zespołem, posiadającym dwa razy większy skład i bogatą przeszłość swojej sekcji juniorskiej – wynik ma prawo być rozczarowujący. W szeregi wkradło się zbyt duże rozluźnienie, fałszywe przekonanie, że czeka ich łatwe rozpoczęcie sezonu oraz niewykorzystywanie sytuacji, które powinny skończyć się w polu przyłożeń. Wielokrotnie stawali na 20 jardów przed polem punktowym rywali, ale nie potrafili przełożyć to na zdobycz punktową. Aż pięciokrotnie oddawali piłkę rywalowi, który z zabójczą skutecznością korzystał ze swoich okazji. Na wysokości zadania stanęła jedynie obrona, która nie dopuściła do straty punktów, ale nie potrafiła – jak rywale – zdobyć przełożenia. 

- W meczu dominowały głównie formacje defensywne. O wyniku zaważył brak koncentracji i to, że przed meczem byliśmy zbyt pewni łatwej wygranej. Nasza defensywa zagrała bardzo dobry mecz i skutecznie zatrzymywała atak rywali, a ich największe zdobycze jardowe były rezultatem kar. Nasza ofensywa kilkukrotnie meldowała się w czerwonej strefie, ale przez błędy i straty nie udało się przekuć tego na więcej punktów. Ten wynik komplikuje naszą sytuację, ale powinien jednocześnie zadziałać na naszych zawodników jak zimny prysznic - mówi Marek Włodarczyk, trener sekcji juniorskiej Warsaw Eagles. 

- Do końca nie jesteśmy zadowoleni z tego, co zaprezentowaliśmy w niedzielne popołudnie. Popełniliśmy zbyt dużą ilość błędów, które wynikały z nerwów i tremy zawodników, dla których, w większości, był to absolutny debiut. To było widać na boisku gołym okiem, kiedy czasem nie potrafili się ustawić, brakowało zawodników przed akcją, przez co traciliśmy wszystkie nasze przerwy na żądanie. Jednak jesteśmy bardzo zadowoleni i dumni, że mając tak wąski skład i małe doświadczenie udało się uzyskać dobry rezultat. - podsumowuje Tomasz Żukowski, trener główny białostoczan. 

Primacol Lowlanders Białystok – Warsaw Eagles 20:8 (0:0; 6:8; 8:0; 6:0) 

MVP meczu: Grzegorz Mantur (linebacker Primacol Lowlanders Białystok) 

 

Grupa Południowa  

Królewski pokaz siły
Tychy Falcons vs. Kraków Kings  

Rozegrany w Tychach mecz miał być pierwszym starciem o przynajmniej drugie miejsce w grupie południowej. Po słabym początku Sokołów i porażce z liderami grupy, Panthers Wrocław, ich głównym celem w starciu z krakowianami było odbudowanie swoich morale i udowodnienie, że chcą się liczyć w walce o fazę play-off. Kluczem do sukcesu miało być większe zgranie i unormowanie systemu zagrywek. Natomiast goście chcieli poprawić swoją grę biegową i wykluczyć błędy ze swojego pierwszego meczu z Wolverines Opole. 

Od pierwszych akcji widać było, że młodzi adepci z Krakowa ciężko przepracowali tygodniową przerwę pomiędzy spotkaniami. W porównaniu do rywalizacji z Rosomakami, tym razem, dominowali niemal w każdym elemencie. Kluczem do zatrzymywania tyskiej ofensywy okazała się mocna presja na linię ofensywną, która nie potrafiła stworzyć komfortowych warunków do rozgrywania piłki Beniaminowi Stępniowi. Pomimo jego imponujących warunków fizycznych, sam nie był w stanie zdobywać kolejnych, pierwszych prób dla swojego zespołu. Tego problemu nie miał Mateusz Wiecheć. W porównaniu do pierwszego meczu dostał wsparcie ze strony swoich biegaczy, którzy tym razem nie bali się kontaktu z przeciwnikiem i z każdą kolejną piłką czuli się co raz pewniej na boisku (również dzięki skutecznym blokom ze strony kolegów z drużyny). To przełożyło się na trzy przyłożenia. Wpierw Bernarda Wiązani po 65-jardowej akcji powrotnej po odkopnięciu piłki w czwartej próbie rywala (pod koniec pierwszej połowy), a następnie Adama Pawelca oraz Mateusza Wiechecia. Pewności nie brakowało również skrzydłowym, szczególnie wymienionemu już Wiązani. Drużyna praktycznie nie miała słabego momentu w meczu. Jedynie w momencie, kiedy gospodarze zaczęli rozgrywać piłkę akcjami podaniowymi i z większą systematycznością zdobywali pierwsze próby, w głowach trenerów z Krakowa mógł pojawić się niepokój. Na ich szczęście obrona szybko potrafiła się zorganizować na tyle, aby nie dopuścić do straty punktów. 

Sokołom skrzydła podcinały kary indywidualne, które często pozbawiały ich zdobyczy. W dalszym stopniu wciąż brakuje Tyszanom stabilizacji (szczególnie w linii ofensywnej), dobrych bloków ofensywnych, które otwierałyby miejsca na boisku do przesuwania piłki oraz jedności w drużynie. Z pewnością jest to mocno utalentowany zespół, który nadal potrzebuje oszlifowania. Wymaga to jednak dużej pracy na treningach i większej ilości rozegranych meczów. Królowie są za to na fali wznoszącej i widać efekty ich codziennej pracy. Jeśli z taką skutecznością będą poprawiać swoją grę, to wrocławianie mają czego się obawiać. 

- Takie mecze bardzo cieszą. Chłopacy bardzo przyłożyli się do treningów w ostatnim tygodniu i widać efekty naszej pracy. O ile po pierwszym meczu wyliczałem elementy wymagające poprawy, tak teraz pozostaje nam utrzymać i ustabilizować formę. W trakcie meczu bałem się jedynie rozluźnienia po pierwszej połowie, kiedy prowadziliśmy 20:0, mając w głowie poprzednie spotkania. Tym razem zawodnicy do końca utrzymali koncentracje, dzięki czemu rozmiary naszego zwycięstwa powiększyły się. Falcons to bardzo dobra drużyna, ale tym razem byliśmy, po prostu lepsi i zagraliśmy niemal perfekcyjne zawody. Mimo wszystko, nie popadamy w samo zachwyt, a dalej pracujemy nad poprawieniem swojej gry. - mówi zadowolony Piotr Jarocki, trener główny Kraków Kings. 

- Trener, jak i my musimy wyciągnąć wnioski na temat tego, co trzeba poprawić i w rewanżu możemy jeszcze zaskoczyć. Najważniejsze jest aby nie poddawać się i walczyć do końca. Zostały nam jeszcze dwa mecze i chcemy podejść do nich z jak największym zaangażowaniem, w jak najlepszej formie. Musimy jeszcze dopracować nasz system zagrywek, ale jestem dobrej myśli. Mamy bardzo dobry, młody skład, który trzeba szlifować i zdyscyplinować. Pamiętajmy, że gramy ze sobą zaledwie parę miesięcy, więc potrzebujemy więcej czasu na dojście do pełni formy. - tłumaczy Daniel Kulawiak, biegacz tyskiego zespołu. 

Tychy Falcons - Kraków Kings 0:36 (0:6; 0:14; 0:16; 0:0) 

MVP meczu: Bernard Wiązania (skrzydłowy Kraków Kings)

 

Jakub Kaczmarek
kaczmarek.jak94@gmail.com
Biuro Prasowe PLFA

Sonda

Które zespoły zagrają w finale PLFA J-11?